piątek, 21 lutego 2014

1#

Jak zwykle w niedzielne popołudnie poszliśmy na obiad do restauracji. Ja jako jedyna tego nie lubiłam z resztą tak jak wszystkiego w moim życiu. Moi rodzice strasznie dużo zarabiali i uważali się za kogoś z wyższych sfer. Chodziłam do szkoły prywatnej i nie spotykałam się ze znajomymi. Nie mogłam normalnie iść na spacer do parku albo do pizzeri, bo nie mogłam być taka prosta jak inni. Nie miałam prawie w ogóle znajomych i nie mogłam robić nic co dziewczyny w moim wieku. Miałam tylko osiemnaście lat, a zastanawiałam się czasem po co w ogóle żyję. Rodzice, ja i moja siostra usiedliśmy przy zarezerwowanym stoliku. W parę sekund przyszedł kelner,a oni zaczęli zamawiać. Ja nie byłam głodna i poprosiłam tylko o szklankę wody. Po chwili mój ojciec zaczął się na nas patrzeć z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Za trzy dni wyprowadzamy się do Anglii, a bardziej konkretnie to do stolicy - jego uśmiech tak się poszerzył, że wyglądał jak dżoker.
- A co ze szkołą ? - zapytałam zdziwiona.
- Już wszystko jest załatwione i nie mamy o czym dyskutować - moja siostra cieszyła się tak samo jak rodzice. Ja byłam jednak przywiązana do tego miejsca. Nie mogłam jednak nic powiedzieć bo to by nic nie zmieniło. Zastanawiałam się jak to dalej będzie. Ta wyprowadzka w trzy dni? Przecież to jest chore, ale to w końcu to nie ja wpadłam na taki pomysł. Parę godzin później siedziałam w swoim pokoju. Robiło się coraz ciemniej aż w końcu nie było nic widać oprócz półksiężyca i gwiazd na niebie. Wyszłam na balkon i popatrzyłam na nie. Zastanawiałam się czy ktoś teraz robi to samo. Było mi już zimno wiec wróciłam do środka. Te dni do wyjazdu szybko minęły. Siedzieliśmy już w samolocie i czekaliśmy na start. Miałam na uszach słuchawki i spoglądałam przez szybę metalowego ptaka. W trakcie lotu moja siostra coś do mnie mówiła, ale chyba zapomniała że mam słuchawki i nic nie słyszę. Na lotnisku czekałam na odbiór bagażu. Chciałam pociągnąć za moją walizkę, ale ktoś zabrał mi ją sprzed nosa. Obróciłam się.
- To moja walizka - popatrzyłam na chłopaka.
- Przepraszam mam taką samą i nie popatrzyłem się na plakietkę - podał mi rączkę od walizki i nasze dłonie się na chwilę ze sobą dotknęły.
- Dzięki - powiedziałam i ruszyłam w drugą stronę poszukać rodziców.
- Ale ty się guzdrzesz! Nie mogłaś szybciej zabrać tej walizki?! - powiedziała matka z wyrzutami.
- Przepraszam - burknęłam i poszłam za nimi.Wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy pod piękny dom. Weszliśmy do niego. Wszystkie ściany były białe tylko nie w jednym z pomieszczeń. Właśnie wybrałam sobie tamten pokój. Usiadłam na miękkim łóżku i rozciągnęłam się. Pokój miał balkon tak samo jak mój poprzedni i to mi się spodobało.
- Julia zejdź do nas - zawołał ktoś z dołu.
- Przywieźli resztę rzeczy więc możesz je zabrać do swojego pokoju - ojciec podał mi pudełko z moimi rzeczami. Rozpakowałam je i nagle przypomniał mi się dom. Kochałam go, ale już pewnie go nie zobaczę. Układałam je tek aż wszystko znalazło swoje miejsce. Nagle przypomniał mi się chłopak z lotniska. Był dosyć ładny, przynajmniej w moim guście. Jednak nie chciałam o nim myśleć tylko zaczęłam czytać książkę bo nie dużo zostało mi zostało do przeczytania. Historia mnie wciągała,a ja chciałam poznać jej zakończenie coraz szybciej. Byłam już na ostatniej stronie. Przerwał mi dzwonek do drzwi.
- Julia idź otwórz bo jesteśmy zajęci! - krzyknęła matka.
- A Kasia nie może?! - zapytałam.
- Masz iść otworzyć, a nie wyręczać się młodszą siostrą! - byłam na nią zła. Zawsze to ja miałam wszystko robić, a Kaśka nawet palcem nie kiwnęła. Miałam tego dość, ale poszłam bez marudzenia. Otworzyłam drzwi, a w nich stał . . .